Takie to i tym podobne uwagi czynili towarzysze Jacka. Niektórzy wszakże dowiedziawszy się, przez jakie terminy przeszła panna i jak haniebnie obszedł się z nią Krzepecki, poczęli trzaskać szablami i wołać: "Dawajcie go sam!"; niektórzy rozczulali się nad dziewczyną, niektórzy dowiedziawszy się, co spotkało Marcjana od Bukojemskich, wynosili pod niebiosa ich przyrodzony dowcip i męstwo.
Lecz po chwili ogólna uwaga skupiła się znowu na dwojgu zakochanych.
-Nuże! - wołano - zakrzykniem im na zdrowie, na cześć et felices rerum successus! - i wraz ruszono końmi tłumnie i hałaśliwie ku bryce.
W mig cała niemal chorągiew otoczyła Jacka i pannę Sienińską. Zagrzmiały gromkie głosy: vivant! floreant!, inni zaś przed czasem jeszcze wołali: crescite et multiplicamini!
Czy panna Sienińska naprawdę była tymi krzykami przelękniona, czy też, jako mulier insidiosa, udawała tylko przestrach - tego by i ksiądz Woynowski nie zdołał odgadnąć, dość że przytuliwszy swą jasną główkę do zdrowego ramienia Jacka, zaczęła pytać zawstydzona i pomieszana:

  WQPKQQM WJGXKVM WJKQYXM WQZXXQM WQQQVBM