ROZDZIAŁ XXXII

Jakże to - mówił ksiądz Woynowski na uczcie, którą dla Jacka wyprawiło towarzystwo...

-Jakże to - mówił ksiądz Woynowski na uczcie, którą dla Jacka wyprawiło towarzystwo. -Za pięć albo sześć dni ruszamy, możesz na wojnie zginąć; zali tedy opłaci ci się brać ślub przed wyprawą, zamiast szczęśliwego końca jej doczekać i dopiero potem spokojnie się ożenić?
Lecz towarzysze, usłyszawszy te roztropne słowa, nuż w śmiech; niektórzy aż brali się za boki, inni zaś poczęli chórem wołać:
-Oj! opłaci się, dobrodzieju! a właśnie dlatego, że może zginąć, tym więcej się opłaci!
Ksiądz gniewał się nieco, lecz gdy trzystu drużbów spod chorągwi, nie wyłączając pana Cyprianowicza, nalegało, a Jacek ani chciał słyszeć o zwłoce, musiało tak być, jak sobie życzył. Odnowione stosunki z dworem i łaska obojga królestwa ułatwiły wielce sprawę; królowa jejmość oświadczyła bowiem, że przyszła pani Taczewska zostanie przez cały czas wojny pod jej opieką i przy jej boku, a sam jegomość obiecał być z asystencją na ślubie i o grzecznym wianie przy wolniejszej głowie pomyślić. Pamiętał on, ile majętności Sienińskich przeszło swego czasu do Sobieskich i jak przodkowie jego na tym wyrośli, czuł się więc zobowiązany względem sieroty, która prócz tego ujęła go swą urodą, a zarazem wzbudziła w nim litość niedolą i nieszczęściami, przez które przeszła.

  WJQBJQM WJZGXVM WJKKVPM WQJPKKM WQXYGBM