ROZDZIAŁ IV
Czy to był czysty przypadek, czy figiel panienki...
Czy to był czysty przypadek, czy figiel panienki - nie wiadomo, dość że umieszczono w oficynie czterech panów Bukojemskich w jednej wielkiej izbie, a w drugiej, mniejszej, Cyprianowicza i Taczewskiego razem. Zmieszało ich to nie pomału, więc żeby do siebie nie gadać, poczęli zaraz pacierze i odmawiali je dłużej niż zwykle. Jednakże gdy je ukończyli, nastało kłopotliwe milczenie, które ciążyło obu, bo chociaż nie żywili dla siebie przyjaznych uczuć, czuli, że nie wypada się z tym zdradzać i że trzeba do czasu, a zwłaszcza w domu pana Pągowskiego, nadrabiać polityką.
Taczewski odpasał szablę, wydobył ją z pochwy, popatrzył na ostrze pod światło komina i począł ją chustką przecierać.
-Po mrozie - rzekł na wpół do siebie, na wpół do Cyprianowicza - zapoci się w ciepłej izbie i rdza od razu gotowa.
-A zeszłej nocy musiała dobrze zmarznąć - odpowiedział Cyprianowicz.
I rzekł to bez żadnej złośliwej intencji, dlatego tylko, iż przyszło mu to na myśl, że Taczewski spędził istotnie ową noc na trzaskającym mrozie; lecz ów oparł zaraz koniec szerpentyny o podłogę i począł mu patrzeć bystro w oczy.