-Milczałbyś lepiej - przerwał ksiądz. -A nie żal by ci to było na Turka nie iść i sławniejszą śmiercią nie ginąć?
-Prawda, dobrodzieju, postaram się też, aby mnie te ludojady od razu nie połknęły.
Lecz ksiądz Woynowski zamyślił się przez chwilę, po czym rzekł:
-Ale gdybym tak pojechał na miejsce i przedstawił im, jaka nagroda może ich spotkać w niebie, jeśli z pogańskiej ręki zginą, może by cię zaniechali?
-Niechże Bóg broni! - zawołał żywo Jacek. -Myśleliby, że z mojej namowy. Niechże Bóg broni! Lepiej mi zaraz jechać, niż takich rzeczy słuchać.
-Ha! to nie ma co! Jedziem! - rzekł ksiądz.
I zawoławszy czeladnika, wydał mu rozkaz, by zakładano co ducha do sani, po czym obaj z Taczewskim wyszli z plebanii, aby osobiście pomagać w zaprzęganiu.
Lecz na podwórzu staruszek na widok konia, na którym pan Jacek przyjechał, aż cofnął się ze zdumienia i zawołał:
-W imię Ojca i Syna, a tyś skąd wziął takiego chmyza?
I rzeczywiście pod płotem stała z nisko zwieszonym i obrośniętym na szczękach łbem poszerszeniała szkapina, niewiele większa od rosłej kozy.

  WQYZQQM WQZYBPM WQJBBJM WJQQPKM WJQPGZM