W mgnieniu oka i jedne i drugie nie dotrzymawszy pola rozproszyły się po polanie, jakby je wicher rozegnał. Rozległy się strzały, krzyki i znów owe dziwne wybuchy śmiechu. Pachołkowie pana Pągowskiego skoczyli także za jeźdźcami, tak że przy karocy został tylko woźnica i pachołek siedzący na lejcowym koniu.
W karocy zapanowało tak wielkie zdumienie, że przez pewien czas nikt nie śmiał ust otworzyć.
-A słowo stało się ciałem! - zawołała wreszcie pani Winnicka - z nieba to chyba pomoc.
-Niech się święci, skądkolwiek jest - odrzekł pan Pągowski. -Źle już było z nami.
Panna Sienińska zaś, chcąc także wtrącić słówko, dodała:
-Bóg zesłał tych młodych rycerzy!
Z czego panna Sienińska mogła pomiarkować, że to byli rycerze, a do tego jeszcze młodzi - trudno było odgadnąć, gdyż jeźdźcy przesunęli się jak wicher koło sani; ale nikt jej o to nie zapytał, bo oboje starsi zbyt byli przejęci tym, co zaszło.
Tymczasem na polanie brzmiały jeszcze przez kilka pacierzy odgłosy pościgu, a niezbyt daleko od karety jeden wilk, mający widocznie złamany grzbiet od uderzenia kiścienia, siedział na zadzie i wył z bólu tak strasznym głosem, że aż mrowie przechodziło po skórze.

  WQPXXQM WQVGBVM WJQBJPM WQJJZGM WJKXVZM