Zima w roku 1682 była tak mroźna, że nawet bardzo starzy ludzie nie pamiętali podobnej...
Starszy pan Cyprianowicz i gwoli własnej przyrodzonej mu gościnności...
Lecz panowie Bukojemscy nieradzi byli z Taczewskiego i gniewało ich to, że zajął miejsce przy boku karocy, więc zebrawszy w kupę konie, tak że niemal stykały się łbami, poczęli rozmawiać i radzić...
Czy to był czysty przypadek, czy figiel panienki...
Szaro jeszcze było na świecie, gdy ksiądz Woynowski...
I poczęli się ścinać. Cyprianowicz, lubo mniej silny od Bukojemskich...
Nie zmyślał pan Pągowski mówiąc o abominacji, jaką czują dla zwycięzcy...
Gdy Taczewski wpadł jak wicher, bez czapki i rozwianą czupryną...
Nie wróci, wszystko przepadło! - mówiła sobie w pierwszej chwili...
W dwa dni później wyjechał Jacek z dziesięcioma dukatami do Radomia...
Stała się zaś istotnie rzecz dobra, bo płynąca z uczciwego ludzkiego serca...
W drodze do Radomia zaprosił ksiądz Woynowski Cyprianowiczów, aby wstąpili...
Nie przewidzieli jednakże przyjaciele Jacka, że list księdza będzie...
Panna Sienińska wróciła do siebie pełna wdzięczności dla opiekuna...
Na odpust zjechała licznie szlachta z pobliża i nawet z dalszych okolic...
Nie mogli jednak wyjechać tego samego dnia do Bełczączki, albowiem Pągowski...
Tegoż wieczora, ale już późno w noc, pani Winnicka przyszła do pokoiku krewniaczki...
Czeladź na rozkaz księdza pochwyciła chorego i przeniosła go na drugi...
Jakoż postanowił Marcjan sam oświadczyć pannie Sienińskiej...
Już jako narzeczona doznawała takiego uczucia, że coś się w jej życiu zmierzcha...
W ciągu następnych miesięcy odwiedzał pan Cyprianowicz kilkakrotnie Bełczączkę...
A w Bełczączce było pannie nie tylko źle, ale i coraz gorzej. Upłynęło już sporo czasu od owej chwili...
W taki to wieczór siedział na przyzbie domu pan Cyprianowicz, goszcząc księdza Woynowskiego...
Stary Krzepecki zgodnie z przewidywaniem piwniczego, przyjechał do Jedlinki zaraz...
Kilka godzin później stary Krzepecki zabrał Marcjana do Bełczączki...
Nastały narady o wyprawie, nie tylko bowiem żaden głos nie odezwał się przeciw niej...
Przygotowania do wyprawy szły szparko. Czeladź wybrano starannie, ludzi silnych...
Nadszedł wreszcie dzień odjazdu. Orszak wyruszył z Jedlinki świtaniem, o cudnej pogodzie...
Prałat Tworkowski zaopatrzył ich w listy do księdza Hackiego, do podkanclerza Glińskiego...
Jacek ranny był rzeczywiście. Jeden z broniących się do ostatka napastników zaciął go osadzoną sztorcem...
Po czym jęli radzić. Bukojemscy byli tego zdania, by przebrać w szatki panieńskie pierwszą lepszą...
Jakże to - mówił ksiądz Woynowski na uczcie, którą dla Jacka wyprawiło towarzystwo...
Nadszedł wreszcie dla Jacka Taczewskiego dawno upragniony dzień szczęścia...
Jednakże dwa dni pozostali jeszcze ze sobą razem. Dwór wyruszył wprawdzie...