-A kto wie? a kto wie? - odrzekł żywo Jan. -Może tak będzie najlepiej.
-I jeszcze Halszkę z dziećmi po drodze odprowadzimy, bo właśnie przez puszczę przyjdzie nam jechać...
-I w wojsku, nie między pospolitakami, będziem służyli - dodał Stanisław.
-I będziem się bić, nie sejmikować ani kury po wsiach i twarogi wyjadać.
-Waszmość to, widzę, nie tylko w wojnie, ale i w radzie prym możesz trzymać - rzekł pan Stanisław.
-Co? ha?
-Istotnie, istotnie! - rzekł Jan. -Najlepsza to rada. Po staremu, kupą z Michałem pójdziemy. Poznasz, Stanisławie, największego żołnierza w Rzeczpospolitej i przyjaciela mego szczerego, brata. Pójdźmy teraz do Halszki powiedzieć jej, żeby się też w drogę szykowała.
-Aza wie ona już o wojnie? - zapytał pan Zagłoba.
-Wie, wie, bo przy niej najpierw Stanisław opowiadał. Cała we łzach, nieboga... Ale gdym jej rzekł, że trzeba iść, zaraz mi powiedziała: "Idź!"
-Chciałbym jutro już ruszyć! - zakrzyknął Zagłoba.
-Toteż wyruszymy jutro, i to do dnia - rzekł Jan. -Ty, Stanisławie, musisz być fatigatus wielce po drodze, ale do jutra wywczasujesz się, jak będziesz mógł. Ja dziś jeszcze konie wyślę z pewnymi ludźmi do Białej, do Łosic, do Drohiczyna i do Bielska, żeby wszędzie świeże były na przeprzążkę. A za Bielskiem puszcza tuż. wozy z zapasami wyjdą także dzisiaj! Żal z kochanego kąta ruszać w świat, ale wola boska! Tym się pocieszam, że o żonę i dziatki będę bezpieczny, bo puszcza najlepsza to w świecie forteca. Chodźcie, waszmościowie, do domu, bo czas się ekspedycją zająć.

  WJVGGZM WQPBQYM WJZJKXM WQKZXGM WQGVYZM