ROZDZIAŁ II

Nastała cisza, ale wkrótce w przyległych chaszczach zaczęło coś łopotać, jakoby dziki szły, jednakże łopot ów im był bliższy...

Nastała cisza, ale wkrótce w przyległych chaszczach zaczęło coś łopotać, jakoby dziki szły, jednakże łopot ów im był bliższy, tym stawał się wolniejszy. Potem znów nastała cisza.
-Ilu ich tam jest? - spytał Kmicic.
-Będzie ze sześciu, a może i ośmiu, bom ich też nie mógł dobrze zliczyć - odparł Soroka.
-To dobra nasza! Nie zdzierżą nam!
-Nie zdzierżą, panie pułkowniku, ale trzeba nam żywcem którego wziąść i przypiec, by drogę pokazał.
-Będzie na to czas. Pilnuj!
Zaledwie Kmicic wymówił "pilnuj!" - gdy smuga białego dymu wykwitła z zarośli i rzekłbyś: ptactwo zaszumiało po pobliskiej trawie, o jakie trzydzieści kroków od chaty.
-Hufnalami z garłacza strzelano! - rzekł Kmicic - jeśli muszkietów nie mają, to nic nam nie uczynią, bo z garłaczy od zarośli nie doniesie.
Soroka, trzymając jedną dłonią muszkiet oparty o kulbakę stojącego przed nim konia, drugą dłoń zwinął w kształt trąbki koło ust i począł krzyczeć:
-A pokaż no się który z chaszczów, wnet się nogami nakryjesz!
Nastała chwila ciszy, po czym w zaroślach rozległ się groźny głos:

  WQYPQYM WQZQBGM WQJKXKM WQPGKVM WJQZVYM