ROZDZIAŁ XV
W chwili, gdy panna Anney podniosła ranionego Władysława, służba była na drugim końcu domu. Najbliżej, bo w sieni przy bilardzie, znalazły się pani Marynia i Otocka. Te, wypadłszy na ganek i widząc pannę Anney podtrzymującą rannego, poczęły za jej przykładem krzyczeć wniebogłosy. Ona tymczasem usadziła go na ławce w ganku i, otoczywszy go ramieniem, wołała o wodę. Obie siostry pobiegły po nią do kredensu i zaalarmowały cały dom. Zleciało się wszystko, co żyło. Pojawił się i Groński, który jednak w pierwszej chwili stracił głowę i dopiero, opamiętawszy się, wysłał co prędzej panią Otocką do pani Krzyckiej, by ją ostrzegła o wypadku. Tymczasem panna Anney kazała służbie przenieść rannego, sama zaś musiała przez chwilę zająć się swą służącą, która na widok Krzyckiego poczęła wyć i spazmować. Groński poleciał do stajni, by natychmiast wyprawić konie po doktora.
Lecz zanim wniesiono rannego do jego pokoju, nadbiegła matka, która na wiadomość o nieszczęściu zapomniała o swoich reumatyzmach i sama pomagała w przenosinach syna, w rozbieraniu go i układaniu w łóżku, a następnie poczęła mu sama obmywać rany gąbką. Władysław popadł z powodu znacznego upływu krwi w długie omdlenie, a po odzyskaniu na krótko przytomności, zemdlał powtórnie, skutkiem czego nie mógł dać żadnych objaśnień o wypadkach. Powtórzył tylko kilkakrotnie: "W lesie, w lesie!" - z czego można było wywnioskować, że napad miał miejsce nie na gościńcu publicznym, ale w granicach Rzęślewa lub Jastrzębia.