ROZDZIAŁ X

Wracając do domu Szwarc spotkał w bramie starego hrabiego z córką schodzących ze schodów. Panna rzuciła nań ciekawym okiem, a uszedłszy parę kroków obejrzała się raz jeszcze z uśmiechem. Szwarc zauważył, że była bardzo ładna, i z prawdziwym zadowoleniem usłyszał, jak mówiła ojcu: "To młody doktór, papo, który mieszka pod nami....

Wracając do domu Szwarc spotkał w bramie starego hrabiego z córką schodzących ze schodów. Panna rzuciła nań ciekawym okiem, a uszedłszy parę kroków obejrzała się raz jeszcze z uśmiechem. Szwarc zauważył, że była bardzo ładna, i z prawdziwym zadowoleniem usłyszał, jak mówiła ojcu: "To młody doktór, papo, który mieszka pod nami." Niewiele mu już brakło wprawdzie do ukończenia uniwersytetu - chętnie jednak usłyszał, że już go poczytują za doktora.
Mieszkanie Szwarca było otwarte, stróż domowy robił w nim porządek. Od niego dowiedział się Szwarc szczegółów o hrabi i hrabiance. Stróż nie lubił ich obojga; utyskiwał na ich skąpstwo, choć domyślał się, że musieli być bardzo ubodzy, bo i za mieszkanie nie płacili bardzo regularnie.
-Pannica harda - mówił - przez cały dzień nic nie robi, tylko gra i śpiewa; przykrzy jej się bez męża, ale cóż robić?
Stróż nie radził Szwarcowi poznawać się z nimi, "ile że hardzi ludziska, a w kieszeni, panie kochany, pustki"...
-Stara hrabina dawno nie żyje? - pytał Szwarc.
-A będzie ze trzy lata, jak umarła. Bo to, widzi pan, dawniej podobno byli bogaci, ale on stracił majątek na zbożu, co to niby miał odstawiać je w spółce do Odessy; nazarywał ludzi co niemiara. Ona była najlepsza z nich wszystkich. Zacna pani, ale też gryzła się i umarła. Już pięć lat, jak tu mieszkają.

  WQZPYGM WQYVZVM WQKXJXM WJZVZGM WJVGPBM