ROZDZIAŁ XV


A Władysław, podczas, gdy matka była w kościele i na naradzie u prałata, udał się, mimo wczesnej godziny, do pani Otockiej. Na wstępie podniósł do ust obie jej ręce i całował je tak długo, że już z tego samego poznała z czym przychodzi.
-Wiedziałam, że tak będzie! Wiedziałam! - mówiła ze wzruszeniem i radością.
On zaś odpowiedział drgającym, miękkim głosem:
-Nie potrzebowałem tygodnia, by pomiarkować, że żyć bez niej nie mogę.
-Wiedziałam! - powtórzyła raz jeszcze pani Otocka. -Czy mówiłeś już z matką?
-Nie. Wczoraj latałem jak nieprzytomny po mieście, potem wpadłem do Grońskiego, wróciłem do hotelu bardzo późno, a dziś rano powiedziano mi, że matka w kościele.
Pani Otocka zatroskała się znowu.
-Wczoraj - rzekła - była bardzo zagniewana, a dałby Bóg, by dała się przejednać, bo od tego dużo zależy.
-Nie wszystko - odpowiedział Władysław. -Nie mówiąc już o wielkim moim przywiązaniu do matki, czczę ją ogromnie i Bóg widzi, że rad bym stosować się zawsze do jej woli. Ale i to ma swoje granice. Gdy chodzi o szczęście, nie tylko moje, ale i najdroższej w świecie mi głowy, tego nie mogę żadnym innym względom poświęcić. Myślałem nad tym całą noc. Mam nadzieję, że matka się zgodzi, bo ufam i w jej charakter i w tę miłość, jaką mi zawsze okazywała. Gdyby wszelako, wbrew moim nadziejom, pokazało się inaczej, to jej powiem, że to jest postanowienie, które nie może już być i nie będzie cofnięte.

  WJZJYVM WJKGGGM WJXVVBM WQVXJXM WQGVZVM