ROZDZIAŁ XIX


Chmurki, pojawiające się między Hanką a Krzyckim, poczęły stopniowo przeradzać się w chmury. Chwilami przestawali się wzajem rozumieć. Hanka coraz częściej borykała się z myślą, czy Władysław, mimo dobrego serca i mimo zdolności do odczuwania wszystkiego, co wysokie i szlachetne, nie jest to słaby charakter, który w chwili jakiegoś doraźnego porywu lub namiętnych uniesień, nie umie się im oprzeć i wydobyć z siebie żadnej mocy, choćby chodziło o jego własną godność. I na tę myśl ogarniał ją głęboki smutek. Ale jeszcze boleśniej dotykała ją inna strona rzeczy. Oto doszła do przekonania, że uczucia jego były dla niej lepsze, czystsze, jakby bardziej wstydliwe wówczas, gdy myślał, że ona jest panną Anney. Pamiętała rozmaite chwile i w Jastrzębiu, i w Warszawie, w których była pewna, że ten palący płomień miłości, jaki rozgorzał w jego sercu, był zarazem ofiarnym płomieniem czci. A teraz, gdy mu powiedziała, że jest dawną Hanką, czysty ogień zmienił się przeważnie w pożogę zmysłów. Dlaczego? Czy przyczyną tego był dawny grzech, czy to, że była chłopką? W odpowiedzi na te pytania tkwił dojmujący ból, albowiem czuła Hanka, że tak się stało dla obydwóch tych powodów.
Ale myliła się sądząc, że Krzycki nie rozumie, iż właśnie z tych dwóch powodów powinien postępować wprost przeciwnie, by zatrzeć w niej pamięć grzechu, podnieść ją we własnych jej oczach i uczcić w niej przyszłą swą żonę. On rozumiał to zupełnie jasno, i częstokroć zdarzało się, że po rozstaniu się z nią wymyślał sobie, nie przebierając słów i ślubował w duchu poprawę. Ale ponieważ w swym łatwym życiu nie przywykł walczyć z niczym, a przede wszystkim walczyć ze sobą, więc trwało to krótko, dopóty tylko, dopóki był od niej z dala, dopóki nie owionęło go bijące od niej ciepło, dopóki nie utonął w jej oczach, nie poczuł w dłoniach jej dłoni i nie spił się jej kobiecymi ponętami. Wówczas rozum ślepnął w nim i ciemniał, stawał się sługą krwi, pełnym sofizmatów faktorem zmysłów, a wspomnienie dawnej Hanki ze młyna, zamiast hamować pokusę, potęgowało ją tym bardziej.

  WJKZYBM WQBKVJM WJJKVVM WQXZQBM WQQXQBM