ROZDZIAŁ XXIV


Pani Krzycka, Otocka i Hanka, a z nimi Groński, Władysław i doktór Szremski otaczali łóżko, na którym leżała po operacji i wyjęciu kuli Marynia. Drugi doktór - chirurg, i jego pomocnik siedzieli opodal, czekając na rozbudzenie się chorej. W pokoju napełnionym zapachem jodoformu panowała głęboka cisza. Marynia rozbudziła się poprzednio zaraz po ukończeniu operacji, lecz odurzona jeszcze chloroformem i osłabiona utratą krwi, zasnęła niebawem ponownie. Śliczna jej głowa leżała nieruchomo na poduszce, oczy miała zamknięte, a twarz tak woskową i przeźroczystą, jakby była już martwa. W pani Otockiej i Wrońskim, który dopiero obecnie zmierzył w sobie ogrom miłości dla tego dziecka, skowyczała rozpacz tak cichym, strasznym skowytem, który rwie, szarpie i rozdziera piersi, a boi się wydostać na zewnątrz. Oboje spoglądali raz po raz z przerażeniem na doktora Szremskiego, który od czasu do czasu badał puls Maryni, ale widocznie, sam niepewny, czy ten sen nie będzie ostatnim, kiwał tylko głową, szepcząc, że puls bije jeszcze i przykładał palec do ust na znak milczenia.
Wszelako obawy były na razie płonne, gdyż po upływie godziny brwi Maryni poczęły się podnosić, drgać, a po chwili otworzyła oczy. Wzrok jej był z początku tępy i nieprzytomny. Z wolna jednak ustępowało odurzenie, a wracała świadomość zarówno tego wszystkiego, co zaszło, jak i chwili obecnej. Na twarzy jej pojawił się wyraz zdumienia i takiego rozżalenia, jakie odczuwa dziecko, ukarano okrutnie, a niesłusznie. Wreszcie zaćmiły się jej źrenice i dwie łzy spłynęły po policzkach.

Wózki Dziecięce   WQKVJJM WQJBBZM WQZYPQM WJQPGJM WJQQPXM