ROZDZIAŁ VI


Wieczorem, w dniu urodzin Maryni, Krzycki i panna Anney, znaleźli się przez chwilę opodal od reszty towarzystwa, przy pianinie przybranym w kwiaty. Oczy Władysława błyszczały radością i szczęściem. Czuł się szczęśliwy, że skończyła się jego niewola i że może znów patrzeć na tę swoją panią, którą ukochał całą siłą młodego serca.
-Wiem - mówił jej - że pani była dziś rano na mieście i kupowała kwiaty. Dowiedziałem się o tym od pani służącej, która przyniosła list do pana Grońskiego. Pytałem, do którego, gdyż chciałem tam iść. Ale służąca nie wiedziała.
-To mnie dziwi, bo ona wie, że zawsze chodzę do Świętego Krzyża i czasem, a nawet często, biorę ją ze sobą. Bywam tam co dzień na rannej mszy.
-Powiedziała mi, że nie wie - odrzekł Władysław. -Czy pani tam będzie i jutro.
-Tak. Chybaby była wielka niepogoda.
Krzycki zniżył głos:
-Dlatego o to pytam, że mam wielką i serdeczną prośbę... Niech mi pani pozwoli tam przyjść o tej samej godzinie i przed ten sam ołtarz...
Przez twarz panny Anney przebiegły rumieńce i piersi jej poczęły się poruszać żywiej. Pochyliła nieco głowę i, przyłożywszy brzeg wachlarza do ust, odrzekła cicho:
-Nie mam prawa zabraniać, ani pozwalać, kościół otwarty jest dla wszystkich.

  WJZBQZM WQQQGPM WJVKJJM WQKGXQM WJJBYZM