ROZDZIAŁ X


Krzycki wyszedł od panny Anney z takim wrażeniem, jakby tuż przed nim uderzył piorun i nagle go ogłuszył. Nie mógł zebrać ani połapać myśli, nie był nawet w stanie uświadomić sobie położenia, ni zastanowić się nad nim. Jedynym uczuciem, a raczej poczuciem, jakie mu w pierwszej chwili pozostało, było poczucie bezgranicznego zdumienia. Przez drogę powtarzał co chwila: "Hanka Skibianka, Hanka Skibianka!" - i na nic innego nie potrafił się zdobyć. Grońskiego, który był wyszedł zaraz po południu i zapowiedział służącemu, że wróci dopiero późnym wieczorem, nie zastał w domu, więc wszedłszy do swego pokoju, zamknął się w nim, nie wiadomo dlaczego, na klucz, następnie rzucił się na fotel i przesiedział zupełnie bezmyślnie przeszło godzinę. Po upływie tego czasu, otworzył swój kufer i począł pakować nader gorliwie rzeczy, dopóty, dopóki nie zadał sobie pytania: "Dlaczego ja to robię?" - Nie mogąc w sobie znaleźć odpowiedzi, porzucił tę robotę i podjął ją na nowo dopiero wówczas, gdy doszedł do niespodziewanego wniosku, iż w każdym razie musi się wyprowadzić od Grońskiego.
Skończywszy, wziął kapelusz i wyszedł bez określonego celu na miasto. Na chwilę powstała w nim chęć, by pójść do matki i do pani Otockiej, ale stłumił ją natychmiast. Po co? Wydało mu się, że nie ma nic matce o sobie i swych zamiarach do powiedzenia - i że mógłby z nią mówić chyba o tej niesłychanej wiadomości, o której rozmowa byłaby dla niego na razie na wszelki wyraz męcząca. Bezwiednie doszedł do kościoła Św. Krzyża i chciał do niego wejść, ale godzina była późna i kościół był zamknięty. Dzisiejszy ranek i wspólna z nią modlitwa, stanęły mu jak żywe przed oczyma. Ach, jakże się modlił szczerze i jak ją kochał, jak kochał! A teraz nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ta jasnowłosa, uwielbiana panna, z którą odmawiał w tej kaplicy: "Pod twoja obronę" i Hanka Skibianka to są dwie różne istoty. I uczuł w sercu jakby jakieś rozczarowanie, z którym począł się rozprawiać. Bo dlaczego jednakże je odczuwa? Czy dlatego, że Hanka jest chłopką, a on szlachcicem? Nie! Panna Anney nie podawała się za angielską szlachciankę, a chłopka polska, to przecie nic gorszego od angielskiej mieszczanki. Krzycki nie umiał sobie jasno zdać sprawy, iż przyczyna leży w tym, że panna Anney przez samo pochodzenie obce i dalekie, przedstawiała mu się, jak jakaś princesse lointaine, a Hanka to była bliska i swojacka dziewczyna z Rzęślewa. Mniej budziła ciekawości - zatem mniej pociągała. Było o taką łatwiej - zatem była mu tańsza. I próżno przypominał sobie i powtarzał, że ta Hanka, to przecież ta sama jasnowłosa panna, cudna, ponętna, wytworna, kobieca, odczuwająca każdą myśl i każde słowo - poczucie pewnego rozczarowania silniejsze było od tych myśli i ów wdzięk egzotyczności, którego nagle dziewczynie zbrakło, zmniejszał w jego oczach jej wartość.

  WQBJVYM WJJGYKM WQKVBBM WJGXZPM WQQPVPM