ROZDZIAŁ XIX
Ujrzeli go odjeżdżającego stolnikostwo, a także pan Zagłoba, i niepokój ogarnął wszystkie serca, więc pytali się wzajemnie oczyma, co się stało i dokąd jedzie?
-Boże wielki! - zawołała pani stolnikowa - jeszcze gdzie na Dzikie Pola ruszy i nie ujrzę go więcej w życiu!
-Albo w klasztorze za przykładem tamtej błaźnicy się zamknie! - rzekł zdesperowany pan Zagłoba.
-Tu trzeba radzić! - dodał stolnik.
Wtem otworzyły się drzwi i do pokoju wpadła jak wicher Basia, wzburzona, blada i zatkawszy oczy palcami, tupiąc zarazem na środku izby jak małe dziecko zaczęła piszczeć:
-Rety! ratujcie! Pan Michał pojechał zabić Ketlinga! Kto w Boga wierzy, niech leci za nim hamować! Rety! rety!...
-Co ci jest, dziewczyno? - zawołał chwytając jej ręce Zagłoba.
-Rety! Pan Michał zabije Ketlinga! Przeze mnie krew się poleje, a Krzysia umrze, wszystko przeze mnie!
-Gadaj! - krzyknął potrząsając nią Zagłoba. -Skąd wiesz? Dlaczego przez ciebie?
-Bom mu w złości powiedziała, że oni się miłują, że Krzysia dla Ketlinga idzie za kratę. Kto w Boga wierzy, niech leci, hamuje! Jedź waćpan co prędzej, jedźcie wszyscy, jedźmy wszyscy!
Pan Zagłoba, nieprzywykły czasu w takich wypadkach tracić, wypadł na podwórzec i natychmiast kazał zaprzęgać do karabona.